wtorek, 15 maja 2012

1. Trójmiejski Open Mic Stand-Up

Tym razem news wcale nie muzyczny, ale dość istotny dla mnie.

W imieniu swoim oraz niżej wymienionych kolegów zapraszam was na pierwszy "oficjalny" Trójmiejski Open Mic Stand-Upowy.

Chcesz się pośmiać i zobaczyć jak wygląda trójmiejski komediowy underground? Zapraszamy.
Chcesz być częścią tegoż komediowego undergroundu i wystąpić razem z nami na scenie? Zapraszamy jeszcze goręcej.

Jest pełna swoboda jeżeli chodzi o poruszane przez was tematy. Atmosfera także z pewnością będzie świetna, nie ma więc co zwlekać - łap za mikrofon i dołącz do nas.

Tak, wiem. Budżetowo.

Wystąpią: 

Wojciech Kasprzyk
Piotr Zdziarstek
Grzegorz Hinc
Maciej Wójtewicz

Darek Wiśniewski


+ osoby, które zgłoszą się do 27 maja na adres: openmictrojmiasto@gmail.co​m

Całość będzie mieć miejsce w auli 1.43 Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego, 31 maja (czwartek), o godzinie 19:00

 Wstęp, rzecz jasna, bezpłatny.

Organizatorem wydarzenia, jest Wojciech Kasprzyk, członek Kabaretu Pod Napięciem, Teatru Poczekalnia, Grupy Improwizacji Teatralnej, a także stand-upper.

piątek, 20 kwietnia 2012

Recenzja: Jopel Komar - To o Tobie

Nie, nie przewidziało się wam. Recenzuję płytę kolesi, którzy zechcieli się nazwać Joplem i Komarem. Cóż, cudaczne ksywy polskich raperów to rzeczywiście temat na pasjonującą dyskusję, ale tutaj może skupmy się na muzyce. Jopel i Komar to nowy nabytek wytwórni Step Records, o której można powiedzieć parę złośliwych rzeczy, ale mimo to, wysiłek jaki wkładają w promocję swoich podopiecznych, zdecydowanie zasługuje na szacunek.

Przyznam, że do samego albumu byłem nastawiony dość sceptycznie. Dlaczego? Jeżeli czytacie tego bloga regularnie, to wiecie zapewne, że nie przepadam za uliczno-podwórkowym rapem. Jeżeli zaś nie czytacie tego bloga regularnie, to wiedźcie, że nie przepadam za uliczno-podwórkowym rapem.

I ta płyta z pewnością tego nie zmieniła. Ale też jej nie znienawidziłem, a to już całkiem sporo jak na moje standardy. U gospodarzy słychać pasję oraz świadomość tego, że robią coś pożytecznego. Szczerze mówiąc, dla mnie to stanowczo za mało, ale też zawsze jakiś plus. Tematy utworów są raczej proste i mało odkrywcze. I to jest jeden z głównych zarzutów odnośnie tego wydawnictwa. Nie przepadam za tekstami, które mówią o tym, co już od dawna wiem. Wolę coś mniej ogólnego. Lubię gdy wersy są szyte na miarę, brzmią jakby były spersonalizowane pod słuchacza. "To o tobie" wbrew nazwie nie jest o TOBIE. Jest o wszystkich. Przypomina ankietę, którą rzeczywiście może wypełnić każdy, ale pytania są skonstruowane tak, że odpowiedzi u wszystkich będą identyczne. Żadną sztuką jest napisać coś, z czym niemal każdy będzie się zgadzać, problem zaczyna się wtedy, gdy chce się poruszyć jakiś nietypowy temat i to w taki sposób, by słuchacz nie miał niczego podanego na tacy. By nie było jednej poprawnej odpowiedzi. By prowokował dyskusję zamiast ją ucinać.

Do tego dodajmy parę gromkich słów o tej tajemnej prawdzie, która dręczy mnie w połowie utworów hip-hopowych. Dlaczego? Bo to mit.

"Dajemy prawdę", "zero kłamstw, to czysta prawda", "jeżeli prawda zabija, to jestem seryjnym mordercą" (przykłady są, rzecz jasna, zmyślone). Ok. Ale CO TO ZA PRAWDA? Że politycy są źli? Że trzeba być lojalnym i wyrozumiałym wobec przyjaciół? Że trzeba umieć przyznać się do błędu? Że trzeba doceniać to, co się ma? Jeżeli tak, to niestety, ale jest to prawda cholernie mało spektakularna. Nie ma co się silić na aforyzmy, jeżeli chce się przekazać zwykłe banały i oczywistości, które nasze babcie wpajają nam od dzieciństwa. Tego typu wersy są niewarte tak szumnych zapowiedzi i budowania napięcia. Jeżeli dowiem się z tekstu czegoś, co spowoduje zmianę mojego toku myślenia lub wzbogaci w jakiś sposób moją wiedzę, wtedy będę w stanie to zrozumieć. Ale nie szalejmy z szastaniem "prawdą" na lewo i prawo, bo przypomina mi to punchline'y u Wack MCs, którzy cały czas o nich rapują, ale nigdy ich nie prezentują.

Pod względem flow i techniki jest mocno przeciętnie. Przede wszystkim boli monotonia nawijki u obu panów. Lepiej, bo nieco bardziej charakterystycznie brzmi Komar (co ciekawe, jego barwa głosu przypomina tę u Porka z 3W), ale ustępuje koledze pod względem jakości rymów. Uzupełniają się całkiem sprawnie, co zaliczam na plus, jednak gdy na bit wchodzi gościnnie taki wymiatacz jak Cira, to od razu słychać ile gospodarzom brakuje do naprawdę solidnego poziomu.

Wspomniałem o monotonii. Cóż, w warstwie brzmieniowej też jest jej niestety całkiem sporo. Przede wszystkim polscy raperzy powinni dostać zakaz rapowania na tandetnych pianinkach i smyczkach vst, bo to brzmi jak jakieś popłuczyny po Jeden Osiem L. I mówię to bez złośliwości. Dziwna sprawa, bo jest kilka numerów, które mają naprawdę niezłe podkłady ("Uwertura", "Byłem tłem dla nich"), ale po pierwsze są zabite mało urozmaiconą nawijką, a po drugie toną w morzu banału wylewającego się z reszty albumu.

Narzekam i narzekam, ale mimo wszystko "To o tobie" da się słuchać bez bólu. Jest to album pozytywny, który ma do przekazania coś fajnego, choć - jak już wspomniałem - mało wyszukanego. Ludzie, którzy doceniają szczerość i klarowność przekazu, na pewno docenią tę produkcję. Te osoby mogą spokojnie dodać do mojej końcowej oceny półtora oczka w górę. Dla mnie jednak jest to materiał raczej przeciętny, który nie zaskoczył mnie pod żadnym względem. Dlatego też...

OCENA: 5+/10


niedziela, 1 kwietnia 2012

Recenzja: Siwy/Lewy - Serce Bije W Klatce Schodowej EP

Nareszcie. Po wielu miesiącach oczekiwań i emocjach nie mniejszych niż te związane z nieustannie odkładaną premierą "Detoxu" Doktora Dre, możemy wreszcie przekonać jak to jest z obecną formą Siwego i Lewego. Jak pokrótce opisać "Serce Bije W Klatce Schodowej EP"? Cóż - z ręką na sercu - album ten wywraca obecne podziemie do góry nogami, tak samo jak kilka lat temu zrobił to Smarki Smark ze swoim "Najebawszy EP". Potrzebujecie dalszych rekomendacji?

Wielu uważa, że duet Siwy/Lewy pojawił się znikąd, a konkretniej mówiąc z facebooka, ale nic bardziej mylnego. Swoją drogą przez tę ignorancję słuchaczy, od razu widać ile osób w rapgrze uważa facebooka za jeden z elementów tej kultury, zapominając o tym, że rap się wziął z klatek schodowych.

Niewielu wie, że to właśnie tam, wiele lat temu, Siwy rzucał swoje pierwsze, klasyczne już wersy takie jak: "Siwy i Lewy, rapowe ziarno, nie plewy", do których zręcznie nawiązał duet WSZ/CNE, a następnie sam Abradab na "Czerwonym Albumie", tworząc tym samym swój największy hit w karierze. Warto pamiętać, że Siwy (wtedy jeszcze młody raper o nieoszlifowanym talencie) znany był jako Szary. Parę miesięcy później musiał jednak zmienić swoją ksywę na wskutek niezbyt chwalebnego czynu jednego z artystów związanych z grupą Hemp Gru, który - jak relacjonują gorzowskie blokowiska - przywłaszczył sobie pseudonim Szarego, dodając na początku dla niepoznaki błąd ortograficzny.

Nie wolno także zapominać o tym, że i Lewy jest nie tylko doświadczonym producentem (jak na swój młody wiek oczywiście), ale także utytułowanym beatboxerem i obiecującym raperem. Szczególnie na swojej ulicy. Tym lepiej, że swojego występu na "SBWKS" nie ograniczył tylko do kilku podkładów, robiąc z niego materiał właściwie solowy.

Wszyscy najznamienitsi dziennikarze muzyczni (nie tylko hip-hopowi) są zgodni: mamy do czynienia z przełomem. Chociaż moim zdaniem to stwierdzenie jest nieco pochopne, ponieważ przełom sugeruje coś zupełnie nowego. Tutaj zaś mamy solidny powrót do klasyki i prostego brzmienia polskich chodników. Zgadzam się za to ze stwierdzeniem, że Siwy i Lewy mogą być odpowiedzialni za wywrócenie podziemnego rapu do góry nogami i powrót do łask prawilno-ulicznego hip-hopu.

Niestety wyłamię się także z szeregu zachwyconych recenzentów, przyznających tej pozycji maksymalne oceny. Z kilku powodów. Po pierwsze: kawałków jest tylko pięć, to stanowczo za mało. Na tę samą dolegliwość cierpiała przecież ostatnia EP-ka Jimsona. A mając do czynienia z tak świetnym materiałem chciałoby się więcej i więcej. Po drugie: przykro mi to stwierdzić, ale zwyczajnie słychać ograniczenia sprzętowe w kawałkach chłopaków. Ja wiem, że to jest podziemie, i że liczy się przede wszystkim przekaz, no ale niestety... słaby sprzęt i jakość nagrań zwyczajnie ograniczają ogromny potencjał obu panów, a szkoda.

Z drugiej strony album ten docenić zdecydowanie należy. Ugina się pod ciężarem niebanalnych prawd i pozytywnych emocji, które z pewnością pomogą biednym chłopakom z bloków wyrwać się z matni. Na szczególną uwagę zasługuje numer "Wszystko do nas wraca", który jest rzecz jasna follow-upem do utworu BOK o tym samym tytule. I choć wiem, że teraz ściągnę na siebie gniew fanów Bisza, to muszę to napisać - wersja Siwego i Lewego jest lepsza niż doskonały oryginał. Przede wszystkim urzeka bliskością tematów umiejętnie dobranych przez tego drugiego. Nie znajdziecie tutaj historii przesadnie wydumanych, z którymi nie możemy się w jakiś sposób identyfikować. Wszystko brzmi tak prawdopodobnie i prawdziwie, że gdyby ktoś nam powiedział, że są to historie z naszego osiedla, to bezproblemowo byśmy byli skłonni w to uwierzyć. Klasa.

A wersy takie jak:
"Karol ukradł z empiku płytę O.S.T.R. "Tabasko",
 bo była ekskluzywna i kupić ją było niełatwo,
 uciekał tak szybko, że nie widział kto jest ochroniarzem,
 wieczorem dowiedział się, że z pracy zwolnili jego tatę..."
zwyczajnie chwytają za gardło i przechodzą do klasyki wykute złotą czcionką.

Jak sami widzicie, jest to płyta niezwykle zaangażowana. W każdym z numerów możemy wynieść kilka gorzkich słów prawdy. Nieważne czy jest to numer braggadocio taki jak "Pokaz skillsów/Prosto w łeb", bezlitośnie punktujący rodzimych wack MCs, czy też pro-społeczny utwór "Ruda Mendo", opowiadający o największej pladze, która obecnie trawi nasz kraj. Także strona techniczna została potraktowana z właściwą Lewemu pieczołowitością, a częste przyspieszenia i zabawa flow sprawiają, że każdy numer zaskakuje nas nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty w całości.

Jako producent, Lewy także zaliczył progres. Jego bity przesiąknięte są głębokim bssem i przejmującymi klawiszami. Surowość wyczarowanego przez niego brzmienia, przywodzi na myśl mieszankę Madliba z Pete Rockiem, ale uwierzcie mi na słowo - produkcja na "SBWKS" to coś więcej niż bezmyślne naśladownictwo.

Forum Ślizgu, które obecnie jest najbardziej obiektywne i miarodajne, jeżeli chodzi o podziemny rap i twórczość La Coka Nostry, zgodnym chórem woła "klasyk w dniu premiery". Czy rzeczywiście tak jest? Szczerze mówiąc wątpię. Według mnie, podziemną płytą roku ten album raczej nie zostanie, ale zdziwiłbym się gdyby wypadł z podium. Natomiast wierzę, że kolejny - tym razem już legalny - krążek Siwego i Lewego (podobno duetem zainteresował się Step i Aptaun, choć nie wiem na ile w tym prawdy) będzie mierzyć jeszcze wyżej niż na dachy gorzowskich blokowisk, bo do samych gwiazd.

 OCENA: 8/10

poniedziałek, 5 marca 2012

Płacz, bo jak nie...

Musicie mi wybaczyć to, jak skromna będzie ta notka. Uznałem jednak, że skoro ktoś już ujął coś dwa razy lepiej niż ja bym to zrobił, to nie ma sensu bym się produkował. Niemniej temat ten jest jak najbardziej ciekawy i życiowy. No dobra, to ostatnie może nie do końca, ale tak czy inaczej. Warto rozmawiać.

Słyszeliście na pewno o ostatniej głośnej tragedii - zderzyły się dwa pociągi czy coś... Sorry za ogólnikowość, ale ja sam o tym nie wiem za wiele. Po prostu ktoś mi powiedział, że miał ostatnio miejsce wypadek jakiegoś pociągu/pociągów i wiele osób zginęło. Ja sam telewizji nie oglądam, a i portale informacyjne zdarza mi się przeglądać naprawdę rzadko, tak więc nie chcę się mądrzyć i tworzyć nowych tragedii na potrzeby tego bloga. No dobra, niech wam będzie, aż zajrzę na jakiś TVN24, by sprawdzić co się dokładnie wydarzyło.

...

Ha! Miałem rację, zderzyły się dwa pociągi! Widzicie? Zero informacji ani nic - i zgadłem! Szczęśliwy traf nie? Hmmm... Trochę niefortunny dobór słów.

Dobra, ale o co mi w tym wszystkim chodzi? Ano o to, że nie rozumiem dlaczego prezydent zapowiedział kilkudniową żałobę narodową. To znaczy, wiem dlaczego to zrobił, ale dalej do mnie nie dociera "po co". Mam płakać za ludźmi, których nie znałem? No sorry, ale nie potrafię. Oczywiście żałuję ofiar oraz współczuję ich rodzinom, których cierpienie musi być naprawdę niewyobrażalne. Problem w tym, że... to mnie nie dotyczy. Mało tego, nie dotyczyłoby mnie to nawet gdyby zderzyły się dwa pociągi towarowe - jeden przewożący niemowlaki, a drugi szczeniaczki z kiciusiami. Sytuacja byłaby identyczna, ponownie byłoby mi szkoda ofiar, ale wciąż... to nie moja sprawa. Bo ludzie giną codziennie.

Mówicie, że jestem bez serca? Cóż, ja uważam, że bez serca jest robienie z tego wydarzenia medialnego show. Bo tym właśnie "narodowa stypa" jest. Chcesz zostać uhonorowany minutą ciszy podczas ważnych uroczystości? Chcesz by Bronisław Komorowski specjalnie dla ciebie zarządził żałobę narodową? Chcesz by czterdzieści milionów Polaków nie mogło się bawić przez kilka dni "bo nie wypada"? Musisz umrzeć. Ale nie ot tak, po prostu. Musi być widowiskowo. I koniecznie weź ze sobą znajomych. W kupie raźniej, a i w telewizji wygląda to znacznie efektowniej. Pamiętaj: w dzień swojej śmierci ubierz się w miarę możliwości ładnie. Ponadto uczesz się i zrób sobie zajebistą fryzurę. Co prawda po takim wypadku i tak nie będzie co po tobie zbierać, a twój Armani będzie suto zakrapiany krwią, ale przynajmniej trzeba się starać. W końcu nie wiadomo czy przypadkiem nie trafisz na okładkę "Super Expressu", który tak bardzo lubi robić zdjęcia martwym ludziom.

Żałoba powinna zostać w rodzinie ofiar. Powinien być to bardzo intymny okres słabości i wspierania siebie nawzajem. Bez wpieprzania się w ich życie i robienia zdjęć miejsca wypadku. Nie mówiąc już o węszeniu sensacji i wyczekiwaniu przed telewizorem, bo "może pokażą jakieś ciało!"... Za mało ludzi straciło życie, tak więc trzeba je uprzykrzyć także tym, którzy je zachowali, prawda?

Mówię ogólnikowo, bo tragedia w Szczekocinach to tylko przykład. Problem ten jest dużo bardziej ogólny i nie chodzi mi bynajmniej jedynie o to wydarzenie.

Dlaczego poruszam ten temat na blogu traktującym o muzyce? Sami zobaczcie. Tutaj oddam głos Artyście w Żałobie, który napisał list otwarty. Bardzo dobry swoją drogą. Duża ilość rzeczowych argumentów i poruszenie bardzo ważnego problemu. Na ile ważne są dla nas pozory?


„Żałoba Finansowa Artysty
Witajcie!

Na wstępie chciałbym wyrazić mój prawdziwy smutek i współczucie dla wszystkich poszkodowanych w katastrofie kolejowej minionego weekendu. Mam pełną świadomość, że bliscy osób, które uczestniczyły w tym wypadku potrzebują w tej chwili wsparcia we wszelakich formach. To była z pewnością kolejna niepotrzebna tragedia.

Chciałbym jednak poruszyć teraz kwestię, która być może zostać odebrana przez niektórych jako oburzająca – tego mam również pełną świadomość. A mianowicie…

Ogólnopolska żałoba narodowa narzucona przez Pana Prezydenta RP.

Skutkiem ogłoszenie żałoby narodowej (kolejnej w przeciągu ostatnich kilku lat) jest odwołanie w dniach 5-6 marca wszelkich imprez masowych – spektakli, koncertów, imprez sportowych itd. (w wielu przypadkach przygotowywanych od wielu miesięcy).
Tym samym jednym odgórnym dekretem na 2 dni straciło pracę (a tym samym poniosło znaczące straty finansowe) wiele tysięcy osób związanych z organizacją imprez artystycznych (aktorzy, wokaliści, muzycy, producenci, dyrektorzy teatrów).

Z powodu (prawdopodobnie) błędu jednego człowieka, wiele tysięcy osób straciło znacząco część swoich miesięcznych dochodów – w wielu przypadkach spowodowało to straty, które będą odrabiane przez nich przez wiele następnych tygodni.
Niektórych imprez artystycznych nie da się tak po prostu przełożyć, a poza tym pozostają jeszcze koszty takiego przełożenia, które są ponoszone przez osoby, które nie miały żadnego związku z zaistniałą sytuacją (nie spowodowały tego wypadku, nie podjęły też decyzji o wprowadzeniu żałoby narodowej).

Artyści zakontraktowani na te terminy stracili swoje honoraria – nie wiadomo, czy będą mogli uczestniczyć w niej w innym terminie i czy w ogóle uda się ustalić nowe terminy danej imprezy artystycznej.
Producenci spektakli i dyrektorzy teatrów zapłacą bezzwrotnie za:
- koszty zwrotów biletów
- ponowną akcję reklamową
- ponowną pracę logistyczną wszystkich działów administracji
- koszty eksploatacji zamkniętych sal (wynajem + świadczenia)
i wiele innych kosztów.

Państwo nie dokona żadnej refundacji powyższych poniesionych strat w sytuacji, w której wymusiło na artystach dni wolne od pracy i tym samym zarabiania pieniędzy.
Zaznaczam, że jest to praktycznie jedyny zawód, który doznaje tak poważnych strat finansowych podczas żałoby narodowej. Niektóre zawody doznają bowiem w tym czasie prawdziwej euforii: wszelcy ratownicy medyczni, służby porządkowe, reporterzy, dziennikarze, producenci zniczy, handlarze flag, kwiaciarze itd.

Politycy podbudują sobie w tym czasie pozycje swoich zapomnianych partii politycznych, wysuwając kolejne tezy „czyja to była wina”, opuszczą flagi na budynkach państwowych, uczczą pamięć „minutą ciszy”, a na koniec miesiąca pobiorą swoje pełne miesięczne pensje.

A może mogliby oddać swoje wynagrodzenia za te 2 dni żałoby na fundusz poszkodowanych w katastrofie?

Ja jako producent płacę sumiennie od 1 stycznia 2011 podatek VAT 23% od organizacji imprez, jako aktor stracę niedługo 50% kosztów uzyskania od moich umów o dzieło, jako żałobnik co roku pracuję po parę tygodni na odrobienie moich strat finansowych, poniesionych z tytułu wprowadzenia kolejnej żałoby narodowej.

Dlaczego mam za to płacić?!!!

Żałoba narodowa – niech będzie, ale w takim razie niech Państwo płaci za sytuację, którą wymusza na niewinnych artystach.

Pozostaje chyba tylko dziękować, że nie jest wprowadzana rokroczna tygodniowa żałoba po akcji „Znicz” (kiedy ginie ok. 100 osób na drogach podczas jednego weekendu) lub miesięczna w styczniu (kiedy po podsumowaniu roku okazuję się, że na polskich drogach zginęło ok. 4000 osób).

Na koniec, żeby uprzedzić ruch urzędników, którzy nie czują żadnego skrępowania, aby zadzwonić do artysty i poprosić go o charytatywny udział w imprezie „ku czci”… żeby powiedział jakiś ładny wiersz… albo przeczytał list w zastępstwie polityka, który nie będzie w stanie go wydukać… albo zaśpiewał jakieś epitafium, bo będzie pięknie… Bo to przecież taki zawód niemalże duchowy – informuję, że mam koszmary po nocach z powodu rachunków, które będę musiał zapłacić nie wiadomo za co, nie jestem w stanie występować, boli mnie gardło, położę się do szpitala, może uda się jakieś odszkodowanie dostać.

z poważaniem
i szacunkiem dla wszystkich

Artysta w Żałobie

P.S. Ciekaw jestem, czy jeśli na początku czerwca jakiś bus ze szkolną wycieczką wpadnie do rowu na dziurawej autostradzie to Pan Prezydent ogłosi żałobę narodową i odwoła mecz otwarcia EURO 2012. Jako artysta patriota deklaruję, że w takiej sytuacji, aby ratować honor kraju skomponuję i wykonam nieodpłatnie na stadionie oratorium pod roboczym tytułem „Świecie nasz, to Polska właśnie”.”